.:: ANNA MARIA JOPEK ::. ID.::

Dwa serduszka cztery oczy

Okładka

     Kiedy dojrzały artysta pod długich poszukiwaniach znajduje swe miejsce na Ziemi w postaci drewnianego domku na zakręcie rzeki siła zachwytu, jaka wówczas mu towarzyszy, kładzie zbyt wielki cień na jego świadomość, by mógł zdać sobie sprawę, jak ważną rolę ten skromny zakątek odgrywać będzie w tym, co stworzy. Któż z nas mógłby przypuszczać, że wiejski dom, (z zewnątrz identyczny jak te, których setki mijamy podróżując samochodem nie zwracając na nie uwagi), otoczony brzozowym lasem nad rzeką Liwiec stanie się źródłem inspiracji duchowych, na fundamencie których powstanie muzyka wykraczająca poza wszelkie znane nam dotychczas granice. Muzyka, która jest niczym innym jak SZTUKĄ otwierającą nie tylko serca, ale i umysły rodząc w nich jednocześnie chęć na poznawanie kultury muzycznej pochodzącej z zakątków świata, do których fizycznie prawdopodobnie wielu z nam nigdy nie będzie dane dotrzeć. I nic w tym dziwnego, że to, co znajdujemy później na płytach Anny Marii Jopek jest magicznym wspólnym mianownikiem dla muzycznych źródeł pochodzących z tak odległych miejsc. To magia. Nie znajduję w tym momencie lepszego słowa, aby zdefiniować wszystko to, co znajduje się na albumie "Dwa serduszka cztery oczy".
     Inaczej też nie można nazwać uczucia, jakie towarzyszy artyście, kiedy niczym czerwona krwinka wyrwie się z krwioobiegu wielkiego miasta do ciszy, w której znajduje ukojenie i w której tworząc pierwsze słowa i dźwięki na nową płytę uczy się kształtować w sobie doskonalszą wyobraźnię przestrzenną dźwięku czyniąc jednocześnie rachunek sumienia. Być może właśnie dom nad Liwcem, jest dla Marcina Kydryńskiego miejscem, w którym pisząc swój kolejny tekst spowiada się przed samym sobą i Niebem z bólu i tęsknoty zakładając tym uczuciom zrozumiałe jedynie dla Boga maski ze słów, metafor, dźwięków gitar i zdjęć... Przepięknych, cudownych zdjęć, które utrwalając to, co bliskie sercu podkreślają jego dojrzałość artystyczną i tęsknotę za ukochaną kobietą, kiedy jest sam.
     Ukochana kobieta schodzi w tym czasie ze sceny, by po kilku godzinach snu znaleźć się w studio, gdzie wszystko to, co ukryte w "serduszku" ukochanego mężczyzny i "serduszku" jej samej znajdzie swe odzwierciedlenie na pięciolinii, w metrum, w aranżacjach, barwach głosu i zostanie utrwalone w nieprawdopodobnej i zachwycającej jakości dźwięku. Podkreślić jednak należy, że to co nagrywa Anna Maria Jopek nie jest jedynie zwykłą piosenką. Pojedyncza ścieżka dźwiękowa każdego z utworów znajdujących się na trzech płytach "Dwa serduszka cztery oczy" jest połączeniem kultury dźwięku granego przez wykształconego i doświadczonego muzyka z tekstem śpiewanym przez Anię, której głos i styl interpretacji zawartej w pojedynczych taktach swobodnie zastępuje orkiestrę smyczkową, mogącą się w tym miejscu znaleźć - tak jak słyszymy to na płycie "Spoza". Te dźwięki spokojnie mogłyby wypełniać przestrzeń wilii Il Palagio należącej do Stinga, w której artysta stworzył swe centrum jogi i medytacji. To po pierwsze. Po drugie, mimo, że to o czym śpiewa Anna Maria Jopek w większości przypadków dotyczy elementów jej prywatnego życia nie jest nam obce. Piosenki bowiem pisze się nie tylko po, by nas zachwycały, lecz po to, by były dla odbiorcy impulsem do okrywania samego siebie. Byśmy nie wstydzili się własnego bólu i nie skrywali w sobie uczuć, stanowiących źródło prawdziwego ludzkiego piękna a przede wszystkim zdali sobie sprawę, że nigdy nie jesteśmy sami.
     Kiedy rozłoży się przed sobą wszystkie teksty piosenek tworzące ten niezwykły album nie trudno zauważyć, że bez względu na to, o czym opowiadają można z nich wyłonić fragmenty będące dialogiem dającym dowód na rozmowę z Niebem. Rozmowę intymną…wypełnioną tęsknotą za czymś co już nie wróci. Wyśpiewanie niektórych wersów jest wielką odwagą i zasługuje na najwyższy rodzaj szacunku zarówno podczas koncertu jak i wtedy, kiedy słowa te nagrywane są dopiero w studio przy garstce przyjaciół z zespołu. Wszystko to tworzy niepowtarzalny klimat dzięki któremu, wszyscy odpowiedzialni za projekt "Dwa serduszka cztery oczy" są nam bliżsi, nie tylko bez względu na to jakie pokolenie reprezentujemy, ale również bez względu na to jakim mówimy językiem. Anna Maria Jopek i Marcin Kydryński stworzyli w swych piosenkach coś, co uczy zrozumieć nie tylko kulturę muzyczną obcych nam zakątków świata, ale również ich religię. Nie znajduję w tym momencie drugiego takiego artysty, który na swej płycie osiągnąłby tak profesjonalne połączenie kultury słowa i kultury religii.
     Nie sposób również nie pochylić czoła nad wspomnianą już wcześniej wyobraźnią przestrzenną dźwięku - zarówno Ani, jak i każdego artysty z osobna z Nią współpracującego. Osobiście darzę ogromnym szacunkiem reżyserów dźwięku, odpowiedzialnych za ten projekt. Stworzyli bowiem coś, co z czystym sumieniem można nazwać arcydziełem profesjonalizmu. Jakość dźwięku towarzysząca zarówno nagraniom studyjnym jak i koncertowym jest tak doskonała, że stereo to stanowczo zbyt mało, by oddać w pełni ich piękno. Wszystko to sprawia, że album Anny Marii Jopek jest jednym z najdoskonalszych i najbardziej w pełni profesjonalnych albumów jakie kiedykolwiek ukazały się na polskim rynku muzycznym.
     Podkreślić jednak należy, że nagrany album to dopiero początek drogi każdego artystycznego projektu. Trasa koncertowa w jaką później trzeba wyruszyć dostarcza wielu niezapomnianych chwil jednak trzeba pamiętać, że każdy artysta ma prawo do odpoczynku. I kiedy już ukochany mężczyzna doczeka się w swym małym domku na zakręcie rzeki swej ukochanej kobiety niech to, co przeżyli będzie kolejną inspiracją dla Tych "Dwóch serduszek i czterech oczu" do stworzenia kolejnej niezwykłej płyty. Oby tylko wbrew zapowiedziom nie kazali nam czekać zbyt długo…bo już tęsknimy.

Piotr Krawczyk

Przeczytaj także:
  • "ID - cząstką nas samych" - recenzja Piotra Krawczyka
  • (c) ANNA MARIA JOPEK MUSIC