G Ł O S     F A N A
Anna Maria Jopek Dzisiaj z Betleyem
Gdy śliczna Anna...
Tupot koni na śniegu rozchodzi się w ciszy. Sanie oddalają się, ale głosy nie cichną.
Rozbrzmiewają nowe akordy, słowa pieśni a capella. Gdy śliczna panna... Sypie śnieg, na dworze mróz, w
domach przystrojone stoły, piękne choinki. To czas Świąt Bożego Narodzenia, chwil spędzonych w gronie rodzinnym.
Tradycyjne polskie kolędy mogą stać się jednak czymś zupełnie innym. Umożliwił nam to duet- Anna Maria Jopek i Paweł
Betley, wieloletni aranżer wokalistki, nagrywając album Dzisiaj z Betleyem.
Tytułowa kolęda Dzisiaj w Betlejem rozpoczyna się w iście królewskim
nastroju. Na tle rozwiniętych i podniosłych orkiestrowych brzmień rozwija się znany wszystkim temat. Głos
Anny Marii Jopek na chwilę przełamuje skomplikowany przebieg harmoniczny, by powrócić do zmieniającej tonacje kolędy
jako wielogłosowy chór. Utwór nagle się urywa, nad miasteczkiem pojawia się Gwiazda. Wskazuje ona kierunek
Mędrcom świata- trzem królom ze wschodu, szukającym drogi. Ale pierwszymi, którzy ujrzą Zbawcę nie będą
możni panowie, lecz pastuszkowie, wesoło grający na piszczałkach, dudach i bębenkach. Bracie patrzcie... przenosi
nas do współczesności dzięki swingowi atłasowego altu. W poszukiwaniu nowych współbrzmień artystka przechodzi do
jazzowych chórków. Muzyka zmienia się jak potrawy na wigilijnym stole.
Anna Maria Jopek nawiązuje do tradycji rodzinnego kolędowania. Wraz z
majestatycznym fletem pojawia się głos wspaniałego solisty Mazowsza- Stanisława Jopka. Ciche dźwięki
smyczków doskonale zgrywają się z lekko wibrującym głosem. Zaskakującym elementem jest refren wykonywany
przez chór chłopięcy nagrany przez samą Annę Marię Jopek. Kolejne wejście instrumentów etnicznych zaprasza do
wysłuchania relacji Z narodzenia Pana. Klasyczna orkiestra nie zapowiada kolejnego nowatorskiego
rozwiązania- skrzekliwego chóru babin bałkańskich. Można pomyśleć, iż jest to parodia, wyśmiewanie się z
najpiękniejszych polskich tematów (potęgują to karykatury Tomasza Brody i zabawne teksty w książeczce). Jednak
Paweł Betley robi to świadomie, kolędy stają się pastiszem, mieszaniną epok, kultur i narodowości. Dzięki temu album
ukazuje nam ukryte przesłanie Świąt, ich najpiękniejszą ideę- pojednanie.
Muezin wzywa Wiernych do modlitwy. Na ulicach wielokulturowego
miasta rozpoczyna się przedświąteczne zamieszanie. Słychać krzyki, bieganinę, i echo. Echo organów kościelnych.
Z ciemności korytarza rozlega się głos młodej matki, usypiającej cudowne dziecko- Syna Bożego. Głos kobiety
rozpływa się w tłumie. Jej świat zamyka się w cudownej szklanej kuli, rozpraszającej niebiańskie nuty Lulajże Jezuniu.
Cudowny nastrój utrzymuje wznoszący się fortepianowy akompaniament W żłobie leży. Początkowo solowy głos
zostaje rozbudowany do szybko gasnącego monumentalnego chóru. Choinkowe świeczki zapraszają do śpiewania kolęd.
Gaśnie światło, a Marek Napiórkowski bierze do rąk gitarę. Rozpoczyna się hiszpańska improwizacja przy rytmie wybijanym
przez marakasy i grzechotki. Bóg się rodzi w każdym z nas, błogosławiąc nie tylko Ojczyznę Franciszka
Karpińskiego, autora słów najuroczystszej z polskich kolęd.
Po rozrywkowych dźwiękach następuje kolęda w klasycznym stylu, zmienionym nieco
przez bas w stylu Johna Pattitucciego. Wokalistka wykorzystuje urok swego naturalnego wibrata naśladując głos operowy.
Po raz kolejny pojawiają się wykonane po mistrzowsku chóry chłopięce, wykonujące podniosły temat
Gdy się Chrystus rodzi. Aranżacja głosów osiąga tu szczyt możliwości dużych zespołów. Na wielkie brawa zasługuje
Anna Maria Jopek, która nagrała wszystkie linie melodyczne bez pomocy instrumentów strojących i harmonizujących.
Zbliża się północ w zasypanej śniegiem górskiej wsi. Dzwony zapraszają na Pasterkę.
Góralki z pochodniami w rękach schodzą się do kościoła wyśpiewując Hej w Dzień Narodzenia. Okrzyki
Hej, kolęda, kolęda odbijają się echem od gór i roznoszą po białych dolinach. Gdzieś w oddali gra orkiestra.
Nad Betlejem wiszą jednak ciężkie chmury. Przez ciało przechodzi smutny dreszcz. Mizerna cicha z udziałem
Stanisława Jopka poszukuje swego punktu kulminacyjnego w uniesieniu najpiękniejszych chórków wyciszających
odgłosy bliskowschodniej wojny. Myśl wszystkich serc zatrzymuje się nad małym Jezusem, leżącym w niewygodnym żłóbku.
Jakby na potwierdzenie wesołych słów kończących kolędę staje się Zbawienie. To śmiech paromiesięcznego Franka
Kydryńskiego. Śmiech wywołany pojawieniem się Starszego Pana. Gdy Na całej połaci śnieg- Jeremi Przybora
prześciga się z Anną Marią Jopek w wymienianiu zasypanych białym puchem miejsc. Piękny akompaniament fortepianowy
urywa się na dominancie.
Rozbrzmiewają nowe akordy, słowa pieśni a capella. Gdy śliczna panna...
Tupot koni na śniegu rozchodzi się w ciszy. Sanie oddalają się, ale głosy nie cichną. Z głębokości serca rozlegają się słowa
kolędy. Gdy śliczna Anna...
Pracę nadesłał:
Krzysztof Zwierzchlejski
|
|
 |
|
|