.:: ANNA MARIA JOPEK ::. ID.::

PRASA


Anna Maria Jopek - FARAT

FARAT audio
Universal Music 2003

album otrzymał status ZŁOTEJ PŁYTY

Lista utworów:
1. Wszystkie cnoty
2. Szepty i łzy
3. Jeżeli chcesz
4. Bandoska
5. Nim słońce wstanie
6. Czarne słowa
7. Dłoń zanurzasz we śnie
8. Zanim zasnę
9. Nienasycenie
10. Confians
11. Upojenie
12. Leszek Intro
13. Cyraneczka
14. Możliwe
15. Ale jestem
16. Piosenka dla Stasia

Teksty piosenek...


Anna Maria Jopek - FARAT DVD

FARAT DVD
Universal 2003

album otrzymał status PLATYNOWEJ PŁYTY

Lista utworów:
1. Cichy zapada zmrok
2. Wszystkie cnoty
3. I o co tyle milczenia
4. Licho
5. Jeżeli chcesz
6. Szepty i łzy
7. Tam, gdzie nie sięga wzrok
8. Bandoska
9. Na dłoni
10. Nim słońce wstanie
11. Bzim intro
12. Czarne słowa
13. Dłoń zanurzasz we śnie
14. Zanim zasnę
15. Nienasycenie
16. Confians
17. Upojenie
18. Leszek intro
19. Cyraneczka
20. Możliwe
21. Piosenka dla Stasia
22. Joszko Broda
23. Ja wysiadam
24. Ale Jestem
25. Cichy wielbiciel
26. Na całej połaci śnieg

DODATKI:
Rozmowa z Anią, Video Możliwe, Dokument "Poza sceną", Komentarze do piosenek. Seria filmów niezależnych: "Bzim Around The World" (zabawne fragmenty z trasy koncertowej.

BOX ANNA MARIA JOPEK

FARAT (box) / Z PAMIĘCI
Universal 2003

Box zawiera:
- płytę "Farat" audio
- koncert DVD "Farat" (bez dodatków)
- płytę koncertową "Z pamięci"
- kalendarz na rok 2004

DVD z Anna Marią Jopek
relacja z koncertu w Studio FARAT, Warszawa, 14 maja 2003
autor tekstu: Joanna Marciniak
zdjęcia: Jacek Twardowski

Studio FARAT, 14 maja, godzina 18. Hall i bufet nowoczesnego studia nagraniowego w warszawskich Włochach powoli zapełniają się ludźmi.Studio to znane jest w szołbiznesowym światku jako miejsce, gdzie pewien karminowowłosy wokalista co tydzień wyjawia wszystkim zainteresowanym prawdę o sobie. Jednak w ów deszczowy majowy wieczór FARAT objęły w posiadanie zgoła inne gatunki Sztuki.


Studio jest podobno najlepszym miejscem w stolicy do nagrywania - tym razem zarejestrowany miał zostać materiał na płytę koncertową i DVD Anny Marii Jopek. Dzisiejszy koncert jest przedostatnim z trasy promującej platynowy album Upojenie, nagrany z jazzowym bóstwem, wybitnym gitarzystą Patem Metheny. Niestety, Pata nie ujrzymy tego wieczoru - promuje on w USA swoją nową płytę One quiet night. Jednak muzycy, którzy dziś będą cieszyć swym kunsztem nasze uszy, to nie lada skład. Do grona gwiazd, które zwykle grają z AMJ , dołączy wielki rodzimy pianista -Leszek Możdżer oraz światowej sławy geniusz instrumentów perkusjopodobnych - Mino Cinelu.

Koncert zaczyna się z niewielkim opóźnieniem. Około godziny 19:15 odziany cokolwiek nieformalnie ,ale jak zwykle dowcipny i szarmancki Marcin Kydryński wita przybyłych i pobudza drzemiącą w nas ambicję, grożąc, że jeśli na taśmie nie będziemy wyglądali na dostatecznie upojonych, na DVD znajdzie się publika z fantastycznego ponoć koncertu AMJ w Poznaniu.W międzyczasie na scenie pojawia się zespół - grono prawdziwych mężczyzn, jazzmanów jak się patrzy i ta, dla której wszyscy się tu zjawili - filigranowa, wielkooka Ania. Rozpoczynają balladą Cichy zapada zmrok, po której następują Wszystkie cnoty do słów wiersza Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej. Już, już słyszymy pierwsze takty przebojowego Tam ,gdzie nie sięga wzrok, gdy na scenie pojawia się Marcin Kydryński, wprawiając w konsternację zarówno zespół, jak i publikę.

Po cichu liczyłam, że może razem z żoną wykona on hit z albumu Upojenie, lecz tym razem tak się nie stało (choć Kydryn przyznał, że zawsze o tym marzył). Okazało się, że zawiodła jedna z żarówek, oświetlająca w dodatku "najprzystojniejszego mężczyznę na scenie" czyli pana Cinelu. Jako że na DVD wszelkie niedoświetlenia absolutnie nie mogą mieć miejsca, zarządzono przerwę długości kwadransa, którą już nieco rozgrzane audytorium skwapliwie wykorzystuje na zdobycie autografów .Nie mając żadnej nadziei na dopchanie się do oblężonej AMJ, przezwyciężam tremę oraz poczucie własnej małości wobec geniuszu i podchodzę do Mina. Z bliska okazuje się szalenie miłym człowiekiem o imponującej liczbie drobniutkich warkoczyków. Stoi w cieniu i wydaje się troszkę onieśmielony, ale moje odczucie jest absurdalne - z pewnością nie po wspólnym muzykowaniu z takimi gwiazdami jak Miles Davis czy ubóstwiany przeze mnie Sting. Mistrz "przeszkadzajek" uprzejmie chwali moją niedoskonałą francuszczyznę i zaprasza na swoje tournee po Polsce.



Po zaspokojeniu potrzeb łowców autografów i wymienieniu niepokornej żarówki (która niechaj będzie błogosławiona) koncert rusza ostro z kopyta.Set piosenek jest bardzo zróżnicowany- zawiera utwory ze wszystkich płyt Anny Marii; w tym piosnki ludowe (m.in. moja ulubiona Cyraneczka), interpretacje polskiej poezji oraz autorskie kompozycje Ani i jej najbliższych. Rarytasem było premierowe wykonanie nowej piosenki w rytmie na 3, o tytule Walczyk pokojowy i intrygującym tekście (jak choćby fraza Kochaj i wołaj na wietrze) oraz duet Ani z Mino, który poza zachwycającą fryzurą ma także piękny, zmysłowy głos...

Częściej niż bilet na koncert kupuję kolejną płytę, wychodząc z założenia, że koncert jest czymś jednorazowym i ulotnym , a płyta staje się moją własnością po wsze czasy. Jednak w tym przypadku przekonałam się, że jest kolosalna różnica między albumami a muzyką na żywo. Utwory , które znałam na pamięć z płyt, podczas koncertu zaczynają żyć własnym życiem za sprawą instrumentów i talentu zespołu tej klasy. Muzycy towarzyszący Ani nie poskąpili sobie improwizacji,za którą tak kochamy jazz.

Wielkie wrażenie zrobiło na mnie ogniste solo Marka Napiórkowskiego na gitarze elektrycznej podczas Dłoń zanurzasz we śnie. Publikę zauroczyła też Piosenka dla Stasia grana na instrumencie spod ręki Lindy Manzer, która sprzedaje gitary tylko wybranym. Jak zdradziła nam Ania, posiadają je poza "Napioorem" tylko Pat Metheny i Carlos Santana. Abstrahując od znanych nazwisk-rzeczony instrument w rękach Napiórkowskiego brzmiał zachwycająco. Po usłyszeniu tej prześlicznej kołysanki w wykonaniu Pata i "pierwszej gitary Rzeczpospolitej" nie dziwi mnie postawa jej adresata -Stasia Kydryńskiego, który podobno nigdy nie może przy niej zasnąć... Brodaty Henryk Miśkiewicz porwał słuchaczy solówkami w Szeptach i łzach, Zanim zasnę i Ja wysiadam -grając na przemian zmysłowo i rockandrollowo na klarnecie i co najmniej 3 saksofonach. Z kolei Leszek Możdżer poza pięknym połączeniem Upojenia z Cyraneczką, jak zwykle zachwycił oryginalnym garniturem (jeśli mnie pamięć nie myli, białym w czerwone i błękitne pasy).Nie sposób nie wspomnieć o Mino Cinelu, który wespół w zespół z Czarkiem Konradem (świetnym, acz nieśmiałym perkusistą) nadawali rytmu temu całemu muzykowaniu. Zaskoczeniem dla mnie była postać i gra Pawła Zareckiego znanego także jako Bzim. W gronie ubranych na ciemno jazzmanów dzierżących tradycyjne instrumenty, wyróżniał się pomarańczowymi okularami i wydawaniem dźwięków z komputera Apple. Bzim -lub Człowiek z Kosmosu , zaserwował nam próbkę iście pozaziemskiej muzyki, w dodatku pomiędzy dwoma bardzo ludowymi utworami "Nim słońce wstanie" i "Czarne słowa".




Na oficjalną, zaplanowaną część koncertu złożyły się 22 utwory, jednak zachwycone audytorium zatrzymało artystów potężną owacją na stojąco. Zespół uroczo (i nieprzekonywująco) udał, że nie spodziewał się takiego przyjęcia i na bis brawurowo wykonał Cichego wielbiciela. Brawura przejawiała się m.in. w grze Henryka Miśkiewicza na paczce tik-taków(!) ,która w pewnym momencie wyleciała w powietrze razem z trójkątem Mina Cinelu. Kolejna owacja na stojąco została nagrodzona szlagierem Kabaretu Starszych Panów- Na całej połaci śnieg. Ania śpiewała do akompaniamentu Marka, a pozostali panowie, ustawieni w odpowiednim rządku, dopowiadali "śnieg". Trzeci i ostatni (tym razem zaskakujący dla artystów) bis to żywiołowa wersja Tam, gdzie nie sięga wzrok -odśpiewana wspólnie przez całą salę na stojąco. Rozochoceni słuchacze nie szczędzili oklasków z nadzieją na choć jeszcze jeden mały, maleńki utworek, ale artyści byli nieprzejednani i zmęczeni...

I to niestety był już koniec. Przyznam, że koncert minął stanowczo zbyt szybko, więc aby jeszcze przez choć kilka chwil pozostać w jego klimacie, zostałam na sali. Dzięki temu mogłam podziwiać z bliska owe bezcenne przyrządy, przy pomocy których muzycy Ani upajali nas przez blisko 3 godziny, a nawet zamienić parę słów z ich właścicielami...

Podczas środowego koncertu każdy z obecnych na scenie miał okazję pokazać swój kunszt. I okazało się, że w kraju, w którym tak często narzeka się na wtórność i tandetę powstaje muzyka światowego formatu... Pani Annie udało się zgromadzić wielu świetnych muzyków, mężczyzn dorodnych i okrutnie zdolnych- a oni wszyscy dają się prowadzić i uwodzić tej niezwykłej artystce (dotyczy to zwłaszcza Mina, który z zapałem kultywował sarmacki zwyczaj całowana w rękę...). To drobne dziewczę, będące zarazem wielką gwiazdą i mamą dwóch synków, ma w sobie owo rzadko spotykane purity -czystość, niewinność, wrażliwość, o której mówimy w przypadku Evy Cassidy. Anna Maria zadziwia swym anielskim głosem, przeszywa publikę błękitnym spojrzeniem , a za chwilę uśmiecha się szeroko i jest zwykłą ,skromną dziewczyną, troszkę zagubioną w tym, co się wokół niej dzieje. W świecie,w którym żyjemy rzadko spotyka się ludzi idących konsekwentnie własną drogą,wielkich artystów bez cienia pozy.

(c) ANNA MARIA JOPEK MUSIC