.:: ANNA MARIA JOPEK ::. ID.::

„ID - cząstką nas samych”

    Są na świecie tacy artyści, co do których przy samym już zakupie płyty ma się pewność, iż trzyma się w rękach krążek zmieniający nasze patrzenie na muzykę; że ich album w chwili pojawienia się w sklepie wnosi do historii muzyki w danym kraju coś nowego. Te wszystkie odczucia w podświadomości mówiące nam, że zaraz usłyszymy coś niesamowicie wyjątkowego, dopracowanego, bogatego duchowo, co właściwie z Ziemią niewiele ma wspólnego, bowiem na pewno drzemie w tym moc międzygalaktyczna pochodząca od samego Boga. Nikt z tych, którzy choć raz usłyszeli efekt pracy Anny Marii Jopek i Marcina Kydryńskiego nie ma wątpliwości, że zetknęli się właśnie z takimi artystami. Nikt nie ma wątpliwości, że Anna jest aniołem połączonym duchowo poprzez Niebo z Bachem, najlepszymi muzykami świata, a po wysłuchaniu najnowszego krążka "ID" również z kulturami Azji czy Afryki. Bowiem akcenty z tych właśnie regionów można tam usłyszeć niejednokrotnie w połączeniu z bosa novą, jazzem i innymi gatunkami muzycznymi dopracowanymi w najdrobniejszych szczegółach i otoczonymi mnóstwem ścieżek dźwiękowych w najwyższej (wręcz kinowej) jakości dźwięku. Tak pokrótce można by scharakteryzować najnowszy album Anny Marii Jopek.

Anna Maria Jopek - ID

    Osobiście chylę czoła przed wyobraźnią przestrzenną dźwięku Anny i artystów, z którymi pracuje. Efekt tej pracy na najnowszym krążku jest na tyle niesamowity, że od pierwszych sekund budzi się w człowieku wątpliwość czy artystka na pewno pochodzi z naszego kraju. Poza wszystkim o czym wspomniałem powyżej warto się również zastanowić i zadać sobie pytanie jaki jest wspólny mianownik wszystkich utworów znajdujących się na "ID". Odpowiedzi tkwi nie tyle w samej współpracy Anny z Marcinem lecz w przeżyciach jakie towarzyszyły i towarzyszom im po odejściu tak bliskim im osób. Tak jest począwszy od pierwszego utworu poprzez wszystkie następne, bez względu na to o czym mówią teksty kolejnych piosenek. Po odrzuceniu słów i wsłuchaniu się w muzykę usłyszy się tęsknotę wędrującą po Ziemi w poszukiwaniu tego jedynego ukochanego serca w najskrytszych zakątkach tej planety i własnej duszy - stąd zapewne wzięły się na tej płycie akcenty etniczne otoczone gdzie niegdzie chórkami przypominającymi pierwszy album ADIEMUS'a "Songs of Sanctuary" (z 1995), również akcenty przypominające przez krótką chwilę głos STING'a czy gitarę Pata Metheny'ego. Stąd też zapewne nauka płynąca z tego krążka dla nas wszystkich skryta w pytaniu: dlaczego ludzie odchodzą? I natychmiast narzucającej się odpowiedzi, że odejście człowieka dane jest po to by można było poznać go naprawdę, i że w tęsknocie to co przeszkadza nabiera innego dla nas znaczenia zmieniając się niejednokrotnie w wartość najwyższą.

     Taki jest właśnie "ID" przybliżający nam Niebo poprzez zrozumienie skrytych w nas emocji. Gdziekolwiek jesteśmy, cokolwiek robimy będziemy mieli świadomość, że ta płyta jest cząstką nas samych. Bardzo ciepło polecam.

Piotr Krawczyk

Przeczytaj także:
  • Dwa serduszka cztery oczy - recenzja Piotra Krawczyka
  • (c) ANNA MARIA JOPEK MUSIC