.:: ANNA MARIA JOPEK ::. ID.::

Polski jazz w Pradze

Listopadowy wieczór w praskim klubie Lucerna. Ciepły blask reflektorów dyskretnie rozświetla kameralne wnętrze lokalu. Zamawiamy w barze chłodne napoje i znajdujemy dobre miejsca w niewielkiej odległości od sceny. Z głośników cichutko sączy się jazz, wokół gwar rozmów, śmiechy, oczekiwanie.

Muzyczna uczta wreszcie się rozpoczyna! Anna Maria i zespół wbiegają żwawo na scenę. Wśród pierwszych owacji czeskiej publiczności rozlegają się kojące dźwięki Cisza na skronie, na powieki słońce. Zagrane krótko, lapidarnie, bardzo oszczędnie. Właściwie jako intro do kolejnej piosenki Spróbuj mówić kocham. Delikatne z początku brzmienie utworu stopniowo narasta, potęguje napięcie, by w końcu wybuchnąć cudowną wokalizą na dwa mikrofony. Ten sam zestaw, tak pięknie otwierający album „Jo & Co”, usłyszany na żywo brzmi jednak głębiej. Uwolnione w Lucernie emocje odsłaniają całą gęstość zawartych tu dźwięków. Publiczność gromkimi brawami nagradza wokalne popisy Ani.

Tymczasem brzmią już niespokojne takty kolejnego utworu: muzycy sięgają po ludową Bandoskę. Tym razem w wersji krótkiej, burzliwej, dość niespokojnej. Dynamiczne granie łagodnieje nieco przy Only A Night Away. Ania po czesku flirtuje z publicznością, by w końcu zaprosić wszystkich do wsparcia w chórkach „przystojnego basisty Roberta”. Nić porozumienia niezauważenie się zawiązuje, rodzi wspólne, pełne śmiechu muzykowanie. Jakby dla dopełnienia tego mini-kalejdoskopu stylów rozbrzmiewa tęsknie klasyk duetu Przybora & Wasowski. Wsłuchani w Oczy przeźroczyste wyciszamy się na chwilę, by zaraz nagrodzić brawami długą, przepiękną wokalizę Artystki.

Pierwsze dźwięki kolejnego utworu sprawiają, że serce zaczyna bić szybciej. Po spontanicznych okrzykach i brawach widzę, że nie mnie jednemu! Słońce na niebie gaśnie za rzeką... - samo wydobywa mi się z gardła, podobnie jak kilku przybyłym tutaj Polakom. Ukochane Szepty i łzy wzbogacone brawurową solówką Kubiszyna na gitarze basowej znów wywołują burzę owacji. Zaraz jednak milkniemy, gdy muzycy zaczynają wyklaskiwać rytm następnej piosenki. Zmysłowo wyśpiewane Możliwe na nowo wycisza serca, delikatnie pieści uszy. Intymność wieczoru dochodzi zenitu. Lubię ten czas, gdy do siebie nam blisko... Ania subtelnie intonuje Ja spytać chcę o to samo, by już po chwili dać przestrzeń długiej, bogatej improwizacji Marka Napiórkowskiego.

W powietrzu coraz więcej tęsknoty, melancholii, nostalgii. Niepostrzeżenie na scenie zostają tylko Ania z Robertem. Pora na Ucisz się - kolejny utwór w aranżacji oszczędnej, acz niebanalnej. Szorstkie dźwięki gitary są tylko pretekstem, drugoplanowym towarzystwem dla nieco smutnej, poruszającej wokalizy Artystki. Ten iście listopadowy nastrój nie trwa jednak zbyt długo. Niczym uśpiony wulkan, muzycy nagle eksplodują dźwiękami. Jak zwykle dynamiczne Zrób, co możesz podrywa wszystkich w Lucernie, by sięgnąć apogeum w rewelacyjnym popisie perkusji Pawła Dobrowolskiego. Wieczór pełen emocji w zanadrzu wciąż jednak ma dla nas moc niespodzianek.

Muzycy, przy dyskretnej pomocy Pana Pinezki, dokonują śmiałej zamiany miejsc. Zaskoczona publiczność brawami nagradza Artystów swobodnie sadowiących się na samym skraju sceny. Akustyczna bossa nova Samej Cię nie zostawię (Paweł znów tylko na szklance!) po raz kolejny wciąga wszystkich w muzykowanie. Ania przeplata polskie słowa czeskimi wtrętami, daje się ponieść pięknej, nieskrępowanej improwizacji. Muzyka zdaje się żyć własnym życiem! To bez wątpienia jeden z tych cudów, dla których chcę żyć! Jako numer zamykający koncert i jednocześnie całą jesienną trasę po Europie Ania wybiera Gdy mówią mi. Wyśpiewane z radością, nadzieją, jasną energią tonie w naszych brawach i prośbach o przedłużenie wieczoru.

Słynnej tradycji nie mogło zabraknąć! W pierwszym bisie wieczoru Ania sięga po kultowy już utwór Na całej połaci śnieg. Czym zaskoczą nas dzisiaj dowcipne chórki muzyków? Ano, tym razem w piosence zamiast swojskiego śniegu pada... tutejszy sníh! Ze śmiechem bijemy brawo, prosząc o jeszcze. A skoro chcemy więcej, musimy sami zaśpiewać! Szybka nauka chórków przynosi doskonałe efekty i już po chwili włączamy się wszyscy w radosne, energetyczne Tam, gdzie nie sięga wzrok. Nieuchronnie nadchodzi jednak coda wieczoru. Na pożegnanie dostajemy jeszcze przecudnej urody perełkę. Czułe miejsce niczym balsam rozlewa się łagodnym, wysmakowanym brzmieniem w murach praskiej Lucerny. I choć to już koniec chcę jeszcze na chwilę zostać tu.

Kulisy na szczęście stoją otworem. Minuty szczęścia przedłuża spotkanie z Anią, wspólne wzruszenie, radość, mediolańskie wspomnienia z marca. W niezwykłym, niepowtarzalnym porozumieniu rozmawiamy o muzyce, przyjaciołach, urokach Pragi. Mówię o wynikach piosenek na listach przebojów, Ania opowiada o wizycie w galerii grafik Alfonsa Muchy. Jeszcze kilka uścisków, zdjęć, autografy. Żegnamy się wreszcie nieodgadnioną jak zwykle kwestią: w jakim zakątku świata skrzyżują się znów nasze drogi?

Szymon Kiera :: simoncafe.blogspot.com

(c) ANNA MARIA JOPEK MUSIC